Rave in a Grave (kontynuacja z zina)

Ciąg dalszy opowiadania umieszczonego w zinie 🙂

— Czy to ma być szantaż?! — Jurek pochylił się do przodu i wysyczał.
— Nie! Absolutnie nie! Po prostu… Słuchaj, możesz pomóc nie tylko ludziom. W prosty sposób. Nauczyć się nowych rzeczy. A i grosza trochę wpadnie… To mieszkanie które kupiłam ostatnio to nie było ze spadku po ciotce z Grudziądza.

Znowu zapadła cisza. Jurek czuł, że wszystko to jest bardzo kuszące, ale jednocześnie wyczuwał metaliczny smak jakiegoś kurewsko dużego haczyka, którego nie mógł zauważyć. Felicja brzmiała na trochę zbyt zdeterminowaną.

— A co ty z tego masz, że mnie tu wciągniesz?
— Utrzymam to miejsce przy życiu. Oni są martwi, potrzebują kogoś, kto będzie ich leczył.
— Chcesz mi powiedzieć, że tak bardzo ci na tym wszystkim zależy?
— Wolałabym nie poruszać tego tematu tak wcześnie… Mam swoje osobiste powody. Dowiesz się raczej wcześniej, niż później.

W tym momencie do stolika podeszła kolejna osoba – wysoka i smukła, z bladą skórą.

— Jurku, dasz się zaprosić na parkiet? — Został wyrwany ze swoich przemyśleń niskim, zachrypłym głosem.
— Nie możemy porozmawiać przy stoliku?
— Nalegam. Zobaczysz, że taniec ułatwi rozmowę.

Jurek wstał i poczuł, że drink który dostał i wypił w połowie był trochę mocniejszy, niż się spodziewał. Uścisk Tiv – silny i pewny – pomógł mu utrzymać równowagę. Został praktycznie zaciągnięty w tłuszczę, która bawiła się w rytm trochę żywszej muzyki. Pewność siebie Tiv sprawiła, że dał poprowadzić się w tańcu.

— Co sądzisz o tym miejscu?
— Powiedzmy, że dostrzegam jego zalety. Cały bestiariusz w jednym miejscu, z dala od wścibskich oczu.
— Uważaj z takimi słowami. Przekonasz się, że tutejsza klientela jest dość wrażliwa jeśli chodzi o to jak się ich traktuje.
— A czym ty jesteś? — Jurek poczuł w sobie silną chęć okazania jakiegokolwiek sprzeciwu. Może to alkohol przez niego przemawiał, a może po prostu rozgoryczenie, że coś takiego ciągle gdzieś czaiło się pod jego nosem. Nie spodziewał się jednak, że Tiv zamieni delikatny taneczny chwyt w żelazny uścisk uniemożliwiający jakikolwiek ruch.
— Kim, nie czym. Ja również nie lubię być lekceważone.
— Przepraszam.

Tiv zluzowało uścisk i wrócili do tańca. Jurek zastanawiał się, czy będzie miał siniaki na ramionach.

— Nie widzisz nic więcej?

Nie spodziewał się, że wrócą do rozmowy jak gdyby nigdy nic. Rozejrzał się, tracąc rytm muzyki, próbując zauważyć coś wyjątkowego. A dokładniej to coś, co łączyło wszystkie te wyjątkowe rzeczy w jedną spójną całość. Czuł się jakby kawałek obiadu utknął mu w zębie. Język dokładnie informował o jego pozycji, ale ręka sterująca wykałaczką trudziła się ze znalezieniem go. Tym razem czuł jakieś instykntowne zrozumienie tego, co Tiv ma na myśli, ale gdy tylko skupiał się na tej myśli, rozmywała się niczym obraz namalowany tuszem na kałuży w deszczu.

W końcu spojrzał na Tiv, a jeno blade lico sprawiło, że wszystko wpadło na jedno miejsce. Wrócił do tańca.

— Widzę, że rozumiesz. — Twarz Tiv rozświetliła się przerażającym uśmiechem pełnym kłów.
— Wszyscy umieracie.
— Umarliśmy. Ze śmiercią nie sposób wygrać. Potrzebujemy kogoś, kto odgoni ostateczny rozpad, pozwoli nam trwać w naszej marnej egzystencji. W zamian za to będziesz mógł nas badać. Studiować. Poznać chorobę toczącą ludzkość od samego zarania od drugiej strony.

Umysł Jurka działał na najwyższych obrotach. Ten argument trafiał do niego zdecydowanie bardziej. Zastanawiał się nad wyzwaniami, które go tu czekały. Jak dbać o tkankę odsłoniętego szkieletu, czym uzupełnić jej uszczerbki? Jak bardzo flora bakteryjna zombie różni się od martwego ciała? Co takiego wampiry czerpią z ludzkiej krwi albo ghoule z innego martwego ciała? I w końcu… Nie. Jeszcze nie teraz

Bał się zadać to pytanie samemu sobie nawet w myślach.

— Zgadzam się.

Leave a Comment