Ubrana w długą ciemną szatę postać wzięła list, przeczytała go, a potem przycisnęła stempel do wewnętrznej części jego ręki. Jurek został oznaczony małą trumną.
Zaczął schodzić po schodach z ubitej ziemi; z półmroku nocy przeszedł do półmroku podziemnej przestrzeni. Rozstawione gdzieniegdzie lampki nie tyle rozświetlały cokolwiek, co nadawały ciemności dodatkowego charakteru okultystycznego fioletu, krwistej czerwieni albo chorowitej zieleni. Wybór muzyki przywodził na myśl pogrzeb DJa specjalizującego się w ciemniejszych brzmieniach lat 80tych.
Tłum był spory, a on mimowolnie zaczął się w nim zanurzać. Ze względnej równowagi – fizycznej i mentalnej – wytrąciło go klepnięcie czymś twardym i nieprzyjemnym po plecach.
— Spokojnie, cielasty, zamknij buzię, bo ci tam much nawlatuje. — Grzechoczący śmiech rozlegający się za plecami zmroził mu krew w żyłach. Postanowił się nie odwracać i przeć dalej, ale za nim rozległo się jeszcze jedno zdanie. — Polecam zieloną maść, ma cudowne efekty, hehehe!
Nagle tłum przestał wydawać mu się tak przyjazny, przejście przez niego gdziekolwiek wymagało przepychania się między sylwetkami. Bar kusił go syrenim śpiewem – potrzebował czegoś na odwagę. Barman był niski i zgarbiony, a twarz miał poznaczoną liniami blizn i szwów. Jurek miał wrażenie jakby buty przyrosły mu nagle do podłogi, a cała krew zniknęła z ciała.
— Co podać?
— Eeeee… Jedną krwawą mery.
— Się robi, szefie. — Barman zaczął się krzątać, a Jurek oparł się ciężko o blat. — Pierwszy raz cię tu widzę, jesteś nowy?
— Tak, tak.
— Jeszcze przywykniesz. Zobaczysz, nikt ważny nie może sobie odpuścić bywania tutaj.
— Naprawdę? Nie widziałem nikogo, kogo bym kojarzył.
— A, widzę kolega tak nowiusieńki jak szyja dziewicy. — Parsknął sam na ten dziwaczny żart. Potem odwrócił się i postawił ciemnego drinka. — Zrobiłem podwójną porcję, na nasz koszt. Witamy w Podziemiu.
Jurek wziął szklankę w rękę, odwrócił się i przeczesał wzrokiem pomieszczenie. Z roztargnieniem wziął sporego łyka i zorientował się, że coś jest nie tak. Nie chodziło nawet o to, że barman użył słabych składników, nie, miał wrażenie, jakby to był zupełnie inny drink.
Przypomniał sobie jak pewnego razu wraz z kolegami z akademika wzięli fiolki, napełnili je nawzajem życiodajnym płynem, wymienili się i… STOP! ZATRZYMAĆ FUNKCJE FIZJOLOGICZNE!
Wypluł wszystko co miał w ustach potężnym gejzerem, nie myśląc o konsekwencjach. Nagle wokół niego zrobiło się cicho. Zauważył, że kilka osób mówi coś do niego i pokazuje na poplamione ubrania. Jakiś potężny jegomość w białym garniturze – kontrowersyjnym wyborze kolorystycznym, biorąc pod uwagę jego zielonkawy kolor skóry – chwycił go za ubrania i podniósł do góry, szarpiąc nim jak kukiełką.
— Olgierd, odstaw go! Przepraszam za zamieszanie, jest tu nowy. — Usłyszał zakłopotany głos Felicji.
— Zrobię to dla ciebie Felcia, — Olgierd posłuchał jej i stopy Jurka dotknęły ziemi — ale wiedz że czekałem na ten garnitur trzy miesiące u Fryderyka!
Felicja wywróciła oczami. Jurkowi zrobiło się głupio – nie chciał wpędzić jej w tarapaty, ale najwyraźniej udało mu się to bez problemu.
— Ręka o którą mnie prosiłeś będzie dostępna na dniach. Dla wszystkich tutaj — pokazała na najbliższe postaci i postawiła stosik drobnych srebrnych monet na blacie — stawiam kolejkę.
Olgierd odburknął coś pod nosem i wrócił do swojej grupki, a reszta ewidentnie wyluzowała. Dopiero wtedy Felicja przytuliła go mocno.
— Domyślałam się, że coś sknocisz, ale nie że aż tak. Olgierd to ważna szycha, większość okolicznych zombie są z nim jakoś powiązani.
— Czekaj czekaj… Mówisz na poważnie?
— Tak. Zresztą… — Wyjęła mu drinka z ręki i powąchała go. — Igor ewidentnie wziął cię za wampira.
— Mam nadzieję że nie muszę się martwić tym co dokładnie wypiłem.
— Nie, to co tu podają jest dokładnie przebadane. Inaczej klienci mieliby jeszcze więcej problemów zdrowotnych.
Zmówiła im dwa kolejne drinki, a potem usiedli przy stoliku przy ziemistej ścianie, z której wystawało kilka korzeni. Przez dłuższą chwilę trwała cisza. Jurek przyjmował to wszystko jeszcze do wiadomości, a Felicja nie chciała mu przeszkadzać. W końcu nie codziennie przeżywa się taki szok.
— Zawsze słyszałem że po mieście dzieją się dziwne rzeczy, ale nigdy nie dawałem temu wiary.
— Plotki zawsze się pojawiają, ale nigdy na długo. Uważaj, żebyś nie był ich źródłem, bo pożałujesz.
— Stanę się dumnym właścicielem mikrokawalerki sześć stóp pod ziemią?
— Mniej więcej.
— Na początku gdy mnie tu zaprosiłaś, myślałem że chcesz ze mną wyjść na randkę. Teraz już w sumie nie wiem…
— Na opuszczonym cmentarzu? — Zaśmiała się.
— No wiesz… Biorąc pod uwagę jak się ubierasz i malujesz, wydawało mi się to całkiem… eee… w klimacie? — Nawet przyjazny śmiech go zabolał.
— Nie, nie chodziło o to. Ale skoro już zacząłeś ten temat…
— No dawaj. — Dopiero gdy Felicja zerknęła na niego uważnie, zrozumiał że chyba zabrzmiał zbyt agresywnie. — Sorry. Słucham.
— Widziałeś Igora?
— Barmana? Ciężko zapomnieć kogoś, kogo twarz wygląda jak piłka do bejsbola.
— Tak, jego. Jak myślisz, ile ma lat?
— Ciężko ocenić… — Tym razem nie był już tak wytrącony z równowagi, więc spojrzał się na niego jak na pacjenta. Barman wyglądał, jakby był głównym uczesnikiem skeczu o człowieku zjadającym dynamit, z tym, że ktoś podmienił mu rekwizyt na prawdziwe materiały wybuchowe. Tam gdzie nie miał blizn albo szwów, były duże zmarszczki. Ciężko utyka. Jego ruchy podczas mieszania drinków pokazywały, że musiał wykonywać wszystko z uwagą. Mocno zmrużone oczy sugerowały zaś problemy ze wzrokiem. — Wygląda jak weteran z drugiej wojny cieszący się emeryturą… Dziarski staruszek, koło osiemdziesiątki?
— Ha! Chciałby. Urodził się gdzieś w końcówce dziewiętnastego wieku.
— CO?! — Kąciki ust Jurka zaczęły się podnosić, już miał wybrzmieć jego śmiech, ale akurat w tym momencie na moment Igora zasłonił chodzący szkielet. — Nie. Jaja sobie robisz. To niemożliwe, ludzkie ciało nie ma szans…
— Serio serio. — Felicja przerwała mu i przytaknęła głową energicznie. — Moja propozycja jest prosta. Nie wyjeżdżaj do Francji. Zostań tutaj. Igor weźmie cię do terminu. Przecież mówiłeś, że wolałbyś zostać na ojczyźnie.
— Wolałbym, jakbym mógł się dalej rozwijać i mieć na czym pracować. Czego może nauczyć mnie ten dziadzio, który zaczął praktykę jeszcze za czasów Austro-Węgier?
— Igor jest piekielnie dobry.
— Czekaj, czekaj… Ty jesteś biurwą. Co ty tu robisz?
— Mam chody u Sławka z chłodni. Pomaga mi czasem coś zabrać, a ja oddaję mu procent… — Gdy zobaczyła, że nie zrobiło to na nim większego znaczenia, postanowiła kontynuować. — Słuchaj, ja widziałam podpisy, które zostawiłeś na dokumentach. W… w imieniu pacjentów.
— Czy to ma być szantaż?! — Jurek pochylił się do przodu i wysyczał.
— Nie! Absolutnie nie! Po prostu… Słuchaj, możesz pomóc nie tylko ludziom. W prosty sposób. Nauczyć się nowych rzeczy. A i grosza trochę wpadnie… To mieszkanie które kupiłam ostatnio to nie było ze spadku po ciotce z Grudziądza.
Znowu zapadła cisza. Jurek czuł, że wszystko to jest bardzo kuszące, ale jednocześnie wyczuwał metaliczny smak jakiegoś kurewsko dużego haczyka, którego nie mógł zauważyć. Felicja brzmiała na trochę zbyt zdeterminowaną.
— A co ty z tego masz, że mnie tu wciągniesz?
— Utrzymam to miejsce przy życiu. Oni są martwi, potrzebują kogoś, kto będzie ich leczył.
— Chcesz mi powiedzieć, że tak bardzo ci na tym wszystkim zależy?
— Wolałabym nie poruszać tego tematu tak wcześnie… Mam swoje osobiste powody. Dowiesz się raczej wcześniej, niż później.
W tym momencie do stolika podeszła kolejna osoba – wysoka i smukła, z bladą skórą.
— Jurku, dasz się zaprosić na parkiet? — Został wyrwany ze swoich przemyśleń niskim, zachrypłym głosem.
— Nie możemy porozmawiać przy stoliku?
— Nalegam. Zobaczysz, że taniec ułatwi rozmowę.
Jurek wstał i poczuł, że drink który dostał i wypił w połowie był trochę mocniejszy, niż się spodziewał. Uścisk Tiv – silny i pewny – pomógł mu utrzymać równowagę. Został praktycznie zaciągnięty w tłuszczę, która bawiła się w rytm trochę żywszej muzyki. Pewność siebie Tiv sprawiła, że dał poprowadzić się w tańcu.
— Co sądzisz o tym miejscu?
— Powiedzmy, że dostrzegam jego zalety. Cały bestiariusz w jednym miejscu, z dala od wścibskich oczu.
— Uważaj z takimi słowami. Przekonasz się, że tutejsza klientela jest dość wrażliwa jeśli chodzi o to jak się ich traktuje.
— A czym ty jesteś? — Jurek poczuł w sobie silną chęć okazania jakiegokolwiek sprzeciwu. Może to alkohol przez niego przemawiał, a może po prostu rozgoryczenie, że coś takiego ciągle gdzieś czaiło się pod jego nosem. Nie spodziewał się jednak, że Tiv zamieni delikatny taneczny chwyt w żelazny uścisk uniemożliwiający jakikolwiek ruch.
— Kim, nie czym. Ja również nie lubię być lekceważone.
— Przepraszam.
Tiv zluzowało uścisk i wrócili do tańca. Jurek zastanawiał się, czy będzie miał siniaki na ramionach.
— Nie widzisz nic więcej?
Nie spodziewał się, że wrócą do rozmowy jak gdyby nigdy nic. Rozejrzał się, tracąc rytm muzyki, próbując zauważyć coś wyjątkowego. A dokładniej to coś, co łączyło wszystkie te wyjątkowe rzeczy w jedną spójną całość. Czuł się jakby kawałek obiadu utknął mu w zębie. Język dokładnie informował o jego pozycji, ale ręka sterująca wykałaczką trudziła się ze znalezieniem go. Tym razem czuł jakieś instykntowne zrozumienie tego, co Tiv ma na myśli, ale gdy tylko skupiał się na tej myśli, rozmywała się niczym obraz namalowany tuszem na kałuży w deszczu.
W końcu spojrzał na Tiv, a jeno blade lico sprawiło, że wszystko wpadło na jedno miejsce. Wrócił do tańca.
— Widzę, że rozumiesz. — Twarz Tiv rozświetliła się przerażającym uśmiechem pełnym kłów.
— Wszyscy umieracie.
— Umarliśmy. Ze śmiercią nie sposób wygrać. Potrzebujemy kogoś, kto odgoni ostateczny rozpad, pozwoli nam trwać w naszej marnej egzystencji. W zamian za to będziesz mógł nas badać. Studiować. Poznać chorobę toczącą ludzkość od samego zarania od drugiej strony.
Umysł Jurka działał na najwyższych obrotach. Ten argument trafiał do niego zdecydowanie bardziej. Zastanawiał się nad wyzwaniami, które go tu czekały. Jak dbać o tkankę odsłoniętego szkieletu, czym uzupełnić jej uszczerbki? Jak bardzo flora bakteryjna zombie różni się od martwego ciała? Co takiego wampiry czerpią z ludzkiej krwi albo ghoule z innego martwego ciała? I w końcu… Nie. Jeszcze nie teraz
Bał się zadać to pytanie samemu sobie nawet w myślach.
— Zgadzam się.